10

Lirene intensywna regeneracja - balsam, skóra sucha i szorstka

Opisywany przeze mnie balsam wchodzi w skład czerwonej serii Lirene, o której miałam już przyjemność wspomnieć przy okazji testowanego przeze mnie peelingu. Jest to seria silnie regenerująca i nawilżająca suchą i szorstką skórę ciała. 
Balsam znajduje się w czerwonej tubie (16,99 za 400ml) , która nie sprawiała problemów nawet przy końcówce produktu i dozowała akuratną ilość kosmetyku.
Jego zapach nie kojarzy mi się z niczym konkretnym, jest to raczej coś co luźno przywodzi na myśl bardzo słodkie (bądź posłodzone) czerwone owoce, aromat jest przyjemny i jeśli smarujecie się na noc, to poczujecie go jeszcze następnego dnia rano.
Jeśli chodzi o konsystencję, to jest to typowy balsam, ani tak gęsty jak mus czy masło, ani tak lekki jak mleczko, mimo swojej prawie lekkiej konsystencji jest dosyć tłusty, co czyni go bardziej wydajnym, ale też wydłuża czas wchłaniania się. Dobrze i szybko się rozprowadza nie powodując białych smug, które czasami jest tak ciężko rozsmarować na ciele, ale jak już wspomniałam, jednak trzeba dać mu nieco czasu na to, żeby porządnie się wchłonął. Po wchłonięciu nie pozostawia uczucia lepkości, ale jednak zostaje jakieś wrażenie, że nadal jest na ciele, co mi osobiście nie przeszkadza (bo i tak zawsze "konserwuję się" na noc). Jednak wiem, że dla niektórych z was ma to znaczenie przy wyborze.
Jak działa? Od razu mogę powiedzieć, że dobrze. Co prawda dostałam go do testów już jakiś czas temu, jednak specjalnie zostawiłam go sobie na teraz, żeby wypróbować, jak poradzi sobie z moją skórą w tą pogodę. Mam częste, w zasadzie niemal ciągłe, problemy z suchą skórą (przesuszenia, podrażnienia, czerwone, suche "placki") - to jest "normalne" na co dzień, a w zimie jest tylko jeszcze gorzej. Balsam ten bardzo dobrze nawilżył moją skórę, i myślę, że jest to głównie zasługa właśnie jego tłustości. Poprawa była widoczna już mniej więcej po trzech użyciach, szczególnie na ramionach, na których z niewiadomych przyczyn przesuszenia powstają najczęściej - wszystkie te czerwone miejsca stały się na powrót gładkie i w normalnym kolorze. Pożegnałam się też z uczuciem swędzącej skóry tuż po kąpieli, co zdarza mi się wcale nierzadko.
Mogę więc z czystym sumieniem polecić ten balsam każdemu, komu zimą skóra zaczyna strajkować i komu nie przeszkadza delikatne uczucie tłustości.
Używałyście? A może jesteście obdarzone przez naturę nieskazitelną i mięciutką skórą przez cały rok?
Podzielcie się!

10 komentarze:

monica pisze...

akurat z tej serii lirene nic ni eużywałam, ale to już któraś bardzo pozytywna recenzja :)))

Ainta pisze...

To mam na listę kolejny zakup :). Moja skóra jest okropnie sucha - ciekawe jak się u mnie sprawdzi :).



http://ainta-reviews.blogspot.com/

laleczka... pisze...

Lubię szampony Lirene. ;p

Lady In Purplee pisze...

Mnie jakoś to czerwone opakowanie zniechęca, wiem, że nie powinno się oceniać książki po okładce itd. ale by mi chyba taki kolor przeszkadzał w pokoju

Ruda pisze...

Moja skóra jest wiecznie przesuszona, już mam kolekcję nic-nie-dających-balsamów, wpiszę ten na listę rzeczy do kupienia i wypróbuję :)

sauria80 pisze...

mój ulubiony <3

MaryŚś pisze...

Znasz jakies dobre szampony na łupież ?

Emyla pisze...

Jakoś nie przemawia do mnie.. nie wiem dlaczego :)

Lyna_sama pisze...

Cos dla mnie

Blogger pisze...
Back to Top Najlepsze Blogi