9

Under Twenty - Anti Acne cera wrażliwa - tonik antybakteryjny przeciw zaskórnikom

Właściwie wszystko, co powinien robić ten tonik, jest zawarte w jego nazwie, jest to propozycja Under Twenty dla wrażliwców, którzy walczą z niedoskonałościami i porami pełnymi zaskórników. Zobaczmy więc jak działa tonik antybakteryjny przeciw zaskórnikiom.
Wypryski miewam okazjonalnie, ale jak już je mam, to są bardzo uporczywe i konkretne, staram się więc raczej zapobiegać ich powstawaniu niż skupiać się na ich leczeniu. Zaskórniki natomiast to kompletnie coś innego, mam je cały czas, i problem ten ciągnie się od tak dawna, że w zasadzie przestałam zwracać na niego uwagę. Miło jest jednak, kiedy w codziennej pielęgnacji jednak znajdzie się coś, co chociaż będzie próbowało poradzić sobie z zaskórnikami.
Takim małym pomocnikiem jest właśnie ten tonik, w końcu tak czy inaczej tonizujemy buzię, czemu więc nie czerpać z tego dodatkowych profitów pielęgnacyjnych?
Produkt znajduje się w typowej dla Under Twenty butelce, która ostatnio kojarzy mi się z napojami energetycznymi albo witaminizowanymi wodami do picia, design jest przejrzysty i czysty. Zapach jest nienachalny, delikatny i przyjemny.
Nie mogę nic powiedzieć o wydajności, dlatego, że naprawdę nie wiem w jaki sposób mogłabym ją ocenić, wszystkie używane przeze mnie toniki zużywają się mniej więcej po tym samym czasie.
Tonik faktycznie nie podrażnia skóry, nie odczułam po niż żadnego pieczenia, swędzenia, nie było też efektu ściągniętej skóry. Mimo swojej delikatności dobrze oczyszcza i skutecznie pozbywa się pozostałych śladów makijażu i innych zanieczyszczeń, które mogły zostać przeoczone przy myciu buzi.
To co jest zauważalne w czasie konsekwentnego używania produktu to fakt, że pory rzeczywiście robią się jakby mniejsze i czystsze. Zaskórników jest mniej lub są mniejsze i mniej widoczne. Jest to jednak efekt delikatny i widoczny dopiero po kilku użyciach. Jeśli szukacie ekspresowego produktu, który natychmiast pozbędzie się problemów to raczej nie będzie to. (A znacie coś takiego?)
Tonik nie wysusza wyprysków, ale mam wrażenie, że zmniejsza je i jakby goi, nie wiem jak sprawdza się na dużych zmianach trądzikowych, ale z moimi niedoskonałościami radzi sobie dobrze.
Generalnie uważam, że jest to dobry, delikatny ale skuteczny produkt oczyszczający, który sprawdzi się u osób, które dramatu nie mają, ale lubią działać zapobiegawcze.
Używałyście? Czy może macie jakieś lepsze sposoby na zaskórniki?
Podzielcie się!
0

Mały konkurs na Nowy Rok - przypomnienie

Dzisiaj ostatni dzień konkursu, w którym do wygrania jest zestaw kosmetyków do pielęgnacji włosów marki CeCe of Sweden. Pod TYM postem musicie tylko odpowiedzieć na pytanie "Jaka największa katastrofa przytrafiła się waszym włosom?".
Zapraszam do zabawy i życzę powodzenia!
22

Wybierz swój ulubiony kolor - konkurs

(wybrane rudości z gamy Venity, zdjęcie podglądowe)
Ostatnio zdecydowałam się na radykalną zmianę w moim wyglądzie - z blondyni stałam się rudzielcem:) Jednak, nauczona wcześniejszymi doświadczeniami, nie użyłam do farbowania farby do włosów, a Ziołowej Odżywki Koloryzującej (o tym będzie osobny post). 
Razem z firmą Venita postanowiliśmy zadać Wam pytanie "Jaki jest Twój ulubiony/wymarzony kolor włosów i dlaczego?", a najbardziej kreatywną odpowiedź wynagrodzić wybranym przez Zwycięzcę kolorem Ziołowego Balsamu Koloryzującego (do wyboru jeden z 24 odcieni) oraz odżywką w saszetce.
Zasady to:
1. Odpowiedź na pytanie: "Jaki jest Twój ulubiony/wymarzony kolor włosów i dlaczego?"
3. Bycie obserwatorem bloga Barwy Wojenne.
4. Zostawienie komentarza pod TYM postem.
Zabawę zaczynamy dzisiaj, tj. 30 stycznia, a trwać ona będzie przez najbliższy tydzień, do godziny 23.59.59 6 lutego 2012 roku. Rozwiązanie dzień później, czyli we wtorek, 7 lutego.
Zapraszamy do zabawy:)
17

Wygrana w rozdaniu u 90Karotki

Zwykle nie biorę udziału w konkursach - jest to spowodowane brakiem szczęścia w grach losowych i różnego typu konkursach. Ale ostatnio zaczęłam się przełamywać i... udało mi się zgarnąć wygraną u 90Karotki z bloga świat-karolki. Mimo że Karola losowała lakiery 4 (sic!) razy, to jednak łut szczęścia sprawił, że trafiły do mnie! I, przyznam, mój apetyt na wygrane w rozdaniach i konkursach w blogosferze urósł;)
Dostałam piękny zestaw OPI, w skład którego weszły 2 lakiery (Bring on the Bling i Rising Star) oraz złota kosmetyczka. To spełnienie marzeń takiej brokatowej sroki:)
OPI, Bring on the Bling
OPI, Bring on the Bling
OPI, Rising Star
OPI, Rising Star
Od razu pomalowałam paznokcie Bring on the Bling i, mimo moich obaw, brokat ten jest bardzo aksamitny, nie ma wielkich drobin, które by odstawały i  w ogóle jest zachwycający!
90Karotko, jeszcze raz dziękuję:*
16

INGLOT - Pigmenty do ciała, Body Pigment Powder: 126, 174, 202, 214

Body pigment powder to nowość w asortymencie Inglota. Co prawda marka miała już w swoim portfolio dostępne Pure pigment eyeshadow, ale tym razem to już nie są tylko cienie do powiek. Pigmenty do ciała to wielozadaniowe produkty, które służyć nam mają jako cień do powiek, jako farbka do malowania twarzy, rozświetlacz, róż do policzków, czy też ozdoba do całego ciała (można nimi nawet barwić włosy).
W gamie kolorystycznej znajdziemy 20 matów i 20 pereł, co jest naprawdę świetnym wachlarzem kolorystycznym jak na nowo powstały produkt. Dzisiaj przyjrzymy się bliżej posiadanym przeze mnie matom:
126 - neonowy, koralowy róż, matowe wykończenie:
174 - neonowy pomarańcz, matowe wykończenie:
202 - atramentowy fiolet, matowe wykończenie:
214 - neonowa fuksja, matowe wykończenie:
Pigmenty mają typowo pudrową konsystencje, i rewelacyjną pigmentację, w zasadzie potrzeba tylko jednej, cienkiej warstwy, żeby kolor był doskonale widoczny. 
Inglot, pigmenty do ciała matowe, od lewej: 174, 126, 214, 202 (cień)
Inglot, pigmenty do ciała matowe, od lewej: 174, 126, 214, 202 (światło lampy)
Jeśli chodzi o stronę praktyczną - o ile nie ma to być jednokolorowy, monochromatyczny makijaż oka, to z całego serca zalecam położenie na powiekę bazy pod cienie. Jest to spowodowane tym, że pudrowa i naprawdę sucha konsystencja produktu utrudnia czasami pracę z nim. Zdarza się przy blendowaniu i cieniowaniu, że kolor zanika, lub rozbiela się praktycznie do niewidoczności i żeby ładnie połączyć go z innymi kolorami trzeba wypracować sobie naprawdę delikatną rękę albo spokojnie nadbudowywać kolor. Było to dla mnie uciążliwe tylko za pierwszym razem, z każdym następnym makijażem staje się to coraz łatwiejsze. Po wykonaniu makijażu kolor jest trwały, na moich oczach, na bazie wytrzymał spokojnie cały dzień i nie stracił nic na swojej intensywności.
Przy pomocy Duraline, albo bazy KOBO czy też w ogóle zwykłej wody z gliceryną można ich używać jako ładnych, trwałych eyelinerów i farbek do ciała właśnie.
Pigmenty mogą być mieszane z bezbarwnym błyszczykiem, jeśli chcemy ich używać jako produktu do ust. Próbowałam tego w połączeniu z różnymi błyszczykami i za każdym razem byłam zadowolona z efektu, pigmenty się nie grudkują, nie kulkują i po wymieszaniu wyglądają tak jakby po prostu od samego początku były w formie błyszczyka. Możecie również łączyć ze sobą kilka kolorów, żeby stworzyć ten interesujący was odcień. Jedyny mankament, to fakt, że kolory nieco ciemnieją, i przynajmniej te, które posiadam tracą ten wyraźny, odblaskowy neon. Barwy nakładane jedna na drugą tworzą ładny efekt gradientu, blendowanie wychodzi bardzo ładnie. Jest to jednak rozwiązanie, przede wszystkim do sesji i zdjęć w ogóle, ponieważ kolor lubi wychodzić poza usta (nie jest to dla mnie zdziwienie, błyszczyki najczęściej przemieszczają się poza kontur warg), czy też zostawać na zębach, no i oczywiście odbija się na wszystkim.
Inglot, pigmenty do ciała matowe, od lewej: 174, 126, 214, 202 (światło lampy)
Inglot, pigmenty do ciała matowe, od lewej: 174, 126, 214, 202 (cień)
Jeśli chcecie na jeden dzień zafundować sobie fuksjowe pasemko, to wystarczy niewielką ilość pigmentu wymieszać z żelem do włosów i tak nałożyć go na włosy, schodzi przy pierwszym myciu (przynajmniej u mnie) i wygląda jak farba.
Jeśli lubicie wielozadaniowe maty, albo neonowe wyróżniające się kolory, to matowe pigmenty do ciała INGLOT powinny was zachwycić. Odrobinę wysiłku włożoną w zrobienie makijażu naprawdę wynagradza zapierający dech w piersiach efekt.
Jak wam się podobają? Czy próbowałyście kiedyś farbować włosy pigmentami?
Podzielcie się!
17

The Body Shop - peeling do ciała z serii Chocomania

Na serię Czokomania od The Body Shop czaiłam się od czasu, gdy tylko w internecie pojawiły się jej pierwsze zapowiedzi. Jako wielki łasuch i fan czekolady nie mogłam przejść obojętnie obok całej serii o tym aromacie. Wczoraj wybrałam się więc na mały czekoladowy rekonesans w salonie The Body Shop i, jak widzicie, nie wyszłam z pustymi rękami:)
Zdecydowałam się na peeling czekoladowy Chocomania (lub Czokomania, bo w końcu jesteśmy w Polsce), który kosztuje 59 złotych za 200 mililitrów. Nie jest to cena niska, ale myślę, że fani czekoladowych smakołyków nie będą zawiedzeni. 
Peeling zamknięty jest w klasycznym opakowaniu TBS - to na pewno plus, bo łatwo jest wyjmować produkt z opakowania, nie obawiając się przy tym, że coś zostanie na dnie. Nakrętka w kolorze czekoladowym wskazuje dobitnie na zawartość. A już naklejka na niej umieszczona rozwiewa wszelkie wątpliwości - w środku możemy spodziewać się czekoladowej rozpusty!
Zapach jest zniewalający - nie umiem go do końca zdefiniować, bo nie jest to czysta czekolada, ale na pewno kojarzy mis ie z domowymi brownies, czekoladowym ciastek z Coffee Heaven czy Starbucksa czy też pralinkami z dodatkiem kokosa i wanilii. Aromat, jaki roztacza się po otwarciu pudełka, jest mocny i słodki - nie męczy jednak. Przed zakupem radziłabym go przetestować, bo niektórym z Was może wydać się zbyt intensywny i przytłaczający. 
Sam wygląd budzi we mnie mieszane uczucia - z jednej strony to właśnie muffin z czekoladową polewą, z drugiej... psia kupa (nic nie poradzę na zawijas na górze produktu, który budzi we mnie takie skojarzenia). Przyjmijmy jednak, że to masa czekoladowa i będzie ok:) W końcu dla tego zapachu mogłabym znieść więcej negatywnych skojarzeń. 
Peeling Czokomania jest nietypowy jak na peelingi The Body Shop - nie jest ani wodnisty, ani kremowy, ani też typowo cukrowy jak w przypadku peelingu cukrowego. 
Jego konsystencja przypomina na wpół roztopioną w rondelku czekoladę z dodatkiem kryształków cukru. Jest on dość gęsty i mocno maślany w dotyku - topi się niemal pod palcami, pozostawiając na skórze tłustawy film. Cukrowe drobinki są niemal niewyczuwalne przez co peeling Czokomania nie należy do zbyt mocnych. Mimo niskiego poziomu ścierania martwego naskórka, ma niezaprzeczalny plus - zawartość maseł i olei roślinnych sprawia, iż skóra po jego użyciu jest miękka, wygładzona i świetnie nawilżona. Na skórze pozostawia wspomniany już tłustawy film, który jednak nie przeszkadza w założeniu ubrania niedługo po kąpieli.
Dla mnie to super produkt w dość wysokiej cenie, ale traktuję go jako mały czekoladowy luksus. Na pewno zapach poprawia humor, a działanie sprawia, ze skóra jest nawilżona i gładka. Jedyne, do czego się przyczepię, to wygląd. Ale to raczej wina mojej wybujałej wyobraźni:)
Polecę peeling Czokomania od The Body Shop wszystkim fanom czekolady! Osoby lubiące kosmetyki mocno nawilżające też powinny czuć się peelingiem Czokomania zachwycone.
Lubicie zapach czekolady? Jaki jest Wasz ulubiony czekoladowy kosmetyk?
Podzielcie się

Składniki:
Ethylhexyl Palmitate (Skin Conditioning Agent), Sucrose (Flavoring Agent), Sodium Chloride (Viscosity Modifier), Helianthus Annuus Seed Oil/Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil (Emollient), Silica (Absorbent), Glycine Soja Oil/Glycine Soja (Soybean) Oil (Emollient/Skin Conditioner), Theobroma Cacao Shell Powder/Theobroma Cacao (Cocoa) Shell Powder (Abrasive), Bertholletia Excelsa Seed Oil (Emollient), Theobroma Cacao Seed Butter/Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Butter (Emollient), Parfum/Fragrance (Fragrance), Glyceryl Dibehenate (Skin Conditioning Agent - Emollient), Tribehenin (Skin Conditioning Agent), Glyceryl Behenate (Skin Conditioning Agent - Emollient), Mica (Opacifier), Polysorbate 20 (Emulsifier), Linalool (Fragrance Ingredient), Limonene (Fragrance Ingredient), Coumarin (Fragrance Ingredient), Ethylene Glycol (Humectant), Denatonium Benzoate (Denaturant), Citric Acid (pH Adjuster), CI 77499/Iron Oxides (Colour), CI 77491/Iron Oxides (Colour), CI 77891/Titanium Dioxide (Colour)
6

Szybki BB konkurs - wyniki

Wasz udział w konkursie na skojarzenia ze skrótem BB przeszedł moje najśmielsze oczekiwania - w ciągu niecałych 3 dni zgłosiły się 104 osoby:)
Wiele z Waszych typów się ze sobą pokrywało, co jednak nie wpłynęło na mój wybór - w końcu liczba skojarzeń jest skończona:) Wasze typy mnie czasami dziwiły, często wywoływały uśmiech, a nawet kilkakrotnie byłam lekko zaszokowana. Mogłam jednak wybrać tylko jednego zwycięzcę, a została nim:
Katia
za komentarz, którzy brzmiał: A mi ostatnimi czasy kojarzy się z lalkami Baby Born. Pamiętam jeszcze jak bałam się ich w dzieciństwie bo były takie inne, brzydkie w porónaniu z Barbie. Teraz okazuje się i moja chrześnica też na ich widok płacze. A wsztyscy prócz mnie się śmieją. Oczywiście inne moje skojarzenia to BB kremy, bo to pierwsze co na myśl przychodzi.
Katiu, proszę o kontakt na adres barwy.wojenne@gmail.com w terminie do 3 dni.
Gratuluję Zwyciężczyni, a Wam, wszystkim Uczestnikom, dziękuję za zabawę:)
12

Oriflame - kremowy żel pod prysznic z serii Nature Secrets - jojoba i mango

W paczce od Oripolska.pl znajdował się kremowy żel pod prysznic z serii Nature Secrets o zapachu jojoby i mango, który dość mocno Was zaintrygował swoim wyglądem. Wiele z Was pisało, że w pierwszej chwili myliło go z owocowym sokiem - ja do teraz mam takie skojarzenia, patrząc na butelkę w swojej łazience.
To od niego rozpoczęłam swoją ponowną (po wielu, wielu latach) przygodę z marką Oriflame i  nie jestem zawiedziona:) Od razu muszę Wam napisać, że Oriflame kojarzyło mi się ze zdecydowanie wyższymi cenami, ale przeglądając katalogi, stwierdziłam, że cenowo nie odstaje od innych marek kosmetycznych.
Pierwsze co rzuca się w oczy to opakowanie - przywodzące na myśl świeży sok owocowy w butelce. Ten pomysł bardzo mi się podoba - wskazuje na związek z naturą i zdrowiem. Kolejnym plusem jest zdecydowanie naturalny zapach - średnio dojrzałego mango. Kojarzy się on z latem i radością.
Konsystencja tego produktu jest, jak wskazuje nazwa, kremowa - nie jest to typowy żel, ale raczej wodnisty krem. Najlepiej widać to przy aplikacji, kiedy to dość gęsta ciesz wycieka z butelki. Mogę go porównać do nieściętej jeszcze galaretki. Sam krem średnio się pieni, co jednak nie stanowi problemu, tym bardziej, że jest moim zdaniem dość wydajny. Nie wysusza zanadto skóry, ale i nie nawilża. Myślę, że wskazania do skóry wrażliwej są jak najbardziej na miejscu.
Jedyny zarzut, jaki mogę stawić temu produktowi to trudność w wyciskaniu kremu pod prysznic z dość twardej butelki (która i tak jest bardziej podatna na uciskanie niż butelki produktów The Body Shop).
Myślę, że to całkiem przyjemny kremowy żel pod prysznic, który zadowoli fanów naturalnych, owocowych zapachów oraz osoby lubiące nietypowe produkty - ten bowiem kojarzy się bardziej ze sklepem spożywczym niż drogerią:)
Znacie produkty do kąpieli Oriflame? Jaki jest Wasz ulubiony zapach żelu pod prysznic?
Podzielcie się!
0

Szybki BB konkurs - przypomnienie

Jeszcze kilka godzin zostało Wam na wzięcie udziału w konkursie z BB kremami Garniera. Wpisujcie Wasze odpowiedzi na pytanie "Z czym kojarzy Ci się skrót BB?" pod wcześniejszym postem o konkursie!
Zapraszam do zabawy i czekam na równie ciekawe odpowiedzi, jakie otrzymałam do tej pory:)
16

Kosmetyczna fotozagadka - rozwiązanie

Rozwiązanie wczorajszej fotozagadki kosmetycznej nie było tak łatwe, jak mogło się wydawać - stawiałyście głównie na kosmetyki wyszczuplające czy antycellulitowe, róże Benefit lub The Balm. Prawidłowa odpowiedź jednak się pojawiła - najpierw 552Miley552 napisała, że to tusz do rzęs, potem Fiolka zastanawiała się nad tym samym kosmetykiem, wskazując jednak na produkt marki Bell.
Tusz, o który pytałam to nowość marki Maybelline:
z serii tuszy One by One (cena sugerowana 33 złote za 9,6 mililitra, choć pewnie uda się ją upolować taniej na jednej z licznych promocji w drogeriach) w odsłonie Satin Black:
Dzisiaj zaczynam testy i niedługo poznacie moja opinie na temat nowej satynowo-czarnej odsłony znanej serii One by One od Maybelline.
Znacie One by One? Podoba się Wam jego nowa odsłona w gorsecie?
Podzielcie się!
19

Kosmetyczna fotozagadka

Zachęcona notką krzykli, twórczyni bloga Błahostki Kosmetyczne, i Jej Zgaduj Zgadulą, sama postanowiłam stworzyć taki post. Na zdjęciu widzicie fragment kosmetyku, który niedługo opiszę - niech Was nie zwiedzie fotografia, bo w obecnych czasach mało co okazuje się być tym, czym się wydaje;) Tak więc co widzicie na zdjęciu?
Mam nadzieję, że zabawa się Wam spodoba:)

A dla żądnych nagród, zapraszam na konkursy - jeden dla włosomaniaczek, drugi fanek BB.
29

Beauty Blender, czyli jajko - niespodzianka

Moje pierwsze jajeczko dotarło całe i zdrowe!
Przyznam się Wam, że Beauty Blender to produkt, który od kilku dobrych miesięcy zaprzątał mi myśli - w końcu to jeden z bardziej popularnych akcesoriów kosmetycznych na rynku ostatnich lat. Teraz i ja będę mogła zobaczyć, czy "jajeczna" rewolucja będzie moim udziałem!
Zestaw, który otrzymałam składał się z różowego jajeczka Beauty Blender, płynu do oczyszczającego blendercleanser oraz instrukcji obsługi. Teraz nie pozostaje mi nic innego, jak zacząć intensywne testowanie, by przekonać się na własnej skórze, czy internetowe peany na jego cześć są prawdziwe;)
Shocking Pink, czyli kolor jajka na pewno przemawia do mnie bardzo mocno - tym bardziej, że jaśniejące jajeczko pokazuje nam stopień zużycia produktu. Tym niemniej ciekawa jestem wersji Pure, którą możecie znaleźć na stronie polskiego dystrybutora.
Znacie słynne "różowe jajko"? Jeśli tak, to macie może sprawdzone sposoby na opanowanie Beauty Blendera?
Podzielcie się!
9

Virtual - cienie Virtual Silky - zapowiedzi



W propozycjach na sezon wiosna-lato 2012 znajdują się zarówno wyraziste makijaże, jak i delikatne, pastelowe kolory w stylu nude. Marka Virtual podąża za tym trendem i w palecie kolorów cieni Virtual Silky znajduje się 12 kolorów, z których każda dziewczyna wybierze coś modnego dla siebie.
Cienie zostały wzbogacone o pielęgnujący jedwab, który jest naturalnym nawilżaczem. Zmniejsza utratę wody, nawilża i wygładza skórę, dzięki czemu czyni ją gładką i aksamitną. Nowe cienie z jedwabiem mają miękką konsystencję i nakładanie ich na powiekę jest bardzo przyjemne. Cienie Virtual Silky są lekkie, nie kruszą się i nie zbierają w załamaniach powiek. Delikatny satynowy połysk pozwala osiągnąć efekt subtelnego, naturalnie lśniącego makijażu.  
Cena sugerowana pojedynczego cienia to 8 złotych.
Virtual Silky, Foggy Day
Virtual Silky, Sweet Baby
Virtual Silky, Black Opal
Virtual Silky, Wild Plum
Virtual Silky, Fresh Lemon
Virtual Silky, Ocean Breeze
Virtual Silky, Champagne
Virtual Silky, Brown Bear
Virtual Silky, Blue Midnight
Virtual Silky, Camel
Virtual Silky, Lavender Field
Virtual Silky, Mocca
Kilka kolorów mi się podoba, choć pastelowych cieni nie lubię, bo z reguły ich pigmentacja jest bardzo kiepska - w tym przypadku zastanawiam się, jak kolor będzie wyglądał na powiece. Stawiam na bardziej wyraziste odcienie, a z tej kolekcji podoba mi się szczególne Blue Midnight.
Dodatkowy plus dla marki Virtual za nazwy cieni - numerków wprost nie znoszę;)
Co myślicie o tych 12 odcieniach od Virtual? Któryś wpadł Wam w oko?
Podzielcie się!
Back to Top Najlepsze Blogi