15

Lush - Halloween 2010


W tym roku Lush na Halloween zainspirował się meksykańskim świętem zmarłych, zupełnie odmiennym od naszego. W Meksyku jest to wielka fiesta, mająca na celu uczczenie pamięci o tych, którzy odeszli. Meksykanie wierzą bowiem, że umarli wracają na ziemię, aby znów czerpać radość z tego, co posiadali za życia. I tę radość widać dokładnie w kolorach oraz zapachach trzech produktów zaproponowanych przez Lusha, których cechą wspólną, wybitnie wysuwającą się na pierwszy plan, jest wibrujący zapach cytrusów.

Calavera - bomba do kąpieli (ok .14zł za 180g). To piękna biała kula z nierównomiernie rozłożonymi plamami intensywnych kolorów . Jej zadaniem było symbolizowanie całego święta i myślę, że udało się to znakomicie. Pachnie jak cytrusowe gumisie, te żółte i zielone, miejscami jak cytrusowe pudrowe cukierki. Przysięgam, że calutka paczka pachniała właśnie nią. Zrobiłam błąd, próbując przepołowić ją przed użyciem (ach ta oszczędność), ale kiedy okazało się, że w jej jądrze jest inny kolor i płatki nagietka odpuściłam sobie dzielenie jej i wrzuciłam do kąpieli całą. Bomba przyjemnie fizzuje i rozpuszcza się powoli, po czym wybucha kolorami, uwalniając pudrowy zapach i płatki kwiatów, na sam koniec barwiąc całą wodę na fluorescencyjny zielony kolor. Zapach towarzyszł mi przez całą kąpiel, a po niej pozostawał na moim ciele przez mniej więcej cztery godziny. Kula zmiękcza wodę, ale nie nawilża ciała tak, jak bym sobie tego życzyła. Osobom o suchej skórze radziłabym po kąpieli użyć balsamu.

Oceny:
Pierwsze wrażenie 5/5
Jakość  19/20
Opakowanie 10/10
Cena 5/10

Średnia  5+/6

Lady Catrina (ok. 14zł za 100g) - to intensywnie fioletowe mydło inspirowane bogato strojonymi kapeluszami zakładanymi na głowy meksykańskim podobiznom kościotrupów. Niestety ja dostałam go bez tych wszystkich ozdób, mój kawałek jest po prostu fioletowym blokiem z lawendowymi mazami. Catrina pachnie jak fioletowe Skittlesy i to jest moje główne, i sądzę, że najbardziej trafne skojarzenie. Mydło podzieliłam na dwa kawałki, jeden trafił pod prysznic, drugi do pościeli, żeby umilał mi także noce :). Jak na razie pod prysznicem sprawdza się najlepiej ze wszystkich mydeł Lusha, których próbowałam. Przede wszystkim pachnie obłędnie, autentycznie poprawiając mi nastrój, szkoda tylko, że zapach ten jest tak słabo wyczuwalny po tym, jak już skóra wyschnie. Absolutnie nie wysusza, ale też niezbyt nawilża. Nie powiedziałabym, że się pieni, raczej pozostawia mleczną, czyszczącą warstwę, bardzo delikatną i łagodną. Dobrze się również spłukuje, nie zostawia na skórze żadnych śladów.

Oceny:
Pierwsze wrażenie 4/5
Jakość 18/20
Opakowanie 10/10
Cena 9/10

Średnia +5/6

Calacas (ok.14zł za 100g) to galaretka pod prysznic, której nazwa oznacza dosłownie „czaszkę”. Czaszka zresztą jest wyraźnie widoczna na samym produkcie i przypomina mi Marsjan z filmu „Marsjanie atakują” albo pamiątki z podróży (te najbardziej kiczowate, które jakimś dziwnym trafem kupujemy, a potem, wstydząc się ich, chowamy na sam spód szafy). Bardzo wysokie czoło i małe okrągłe oczka (chociaż jak zobaczyłam ją po raz pierwszy, pomyślałam, że to Lord Vader!). Produkt został wypuszczony na rynek w trzech kolorach: zielonym, pomarańczowym i żółtym.  Galaretka pachnie jak świeżo wyciśnięty sok z limonki, cytryny i pomarańczy. Od tego zapachu mam ślinotok (autentyczny), podoba mi się zarówno zapach, jak i wygląd tego produktu.  I to tak bardzo, że za każdym razem jak jestem w łazience mam ochotę ją zjeść. Używałam jej prosto z lodówki i w temperaturze pokojowej. Wydaje mi się, że nie schłodzona pachnie intensywniej, bardziej smakowicie. Myłam się nią, biorąc ją całą w dłoń i używając jak kostki mydła, co było zabawnym i dziwacznym doświadczeniem. Przy odrobinie wprawy galaretka przestaje się wymykać z dłoni, ale kiedy ma kontakt z wilgotną skórą, to tak jakby próbować się umyć marmoladą! Przy takim sposobie użycia podobnie jak Lady Catarina, zostawia przyjemną mleczną „powłokę” na skórze. Jednak o wiele wygodniej jest oderwać kawałek (wystarczy naprawdę niewiele, mniej więcej wielkość paznokcia u kciuka), umieścić go między fałdkami zwilżonej myjki i spienić, po czym cieszyć się tą cudowną miękką pianą. Po umyciu ciało pachnie jeszcze przez około 5 godzin, jednak nie tak intensywnie, raczej delikatnie i pudrowo. Nawilża całkiem nieźle, ale mojej skórze nadal potrzebny był balsam.
Calacas umyłam również głowę, zapach podczas mycia był tak mocny i piękny, że miałam ochotę po prostu nigdy nie wychodzić spod prysznica. Włosy były miękkie i nie puszyły się (co u mnie jest dużym problemem). Jednak bez odżywki ciężko byłoby mi je rozczesać. Szkoda też,  że zapach nie został na dłużej na mojej głowie!

Ocena:
Pierwsze wrażenie 5/5
Jakość  20/20
Opakowanie 8/10
Cena 10/10

Średnia -6/6


15 komentarze:

Katalina pisze...

Fajna kolekcja! Jak zobaczyłam ta galaretkę to w pierwszej chwili miałam skojarzenie z głową węża ;) Co do samego Dia de los muertos w Meksyku, to masz zupełną rację - kompletnie się różni od naszego, nie mniej kiedy przed rokiem robiłam mały rekonesans dotyczący tego właśnie dnia, byłam nim zafascynowana do głębi! Te ołtarzyki, ryciny z ubranymi strojnie szkieletami - tak dziwne i odmienne, że aż piękne :) Pozdrawiam!

Hexxana pisze...

Fajne zakupy!juz nie moge doczekac sie swojej paczki choc akurat postawilam jedynie na Lady Catrine i czuje,ze sie nie zawiode czytajac Twoja recenzje.

Co do Swieta Zmarlych to zaluje,ze u Nas jest ono obchodzone z taka zaduma i smutkiem-mam inne podejscie i nie moge sie przyzwyczaic ;)

kasiaj85 pisze...

Aaaaaaaaa przez Ciebie zachciało mi się wszystkich tych trzech produktów!!! tak smakowicie je opisujesz!! :)

Co do Święta Zmarłych, macie rację!

vexgirl pisze...

Gratuluję udanych zakupów! Jednocześnie pliz daj znać jak wydajna jest Calacas, bo sama się czaję :)

Greatdee pisze...

Ojjj, Dia de los muertos - zdecydowanie bliżej mi do ich podejścia do tego święta niż do naszego... Podobnie zresztą jak w wielu innych sprawach ;)

A co do Lusha, to wielkie dzięki za recenzję - akurat u mnie na czasie, bo kompletuję zamówienie :D

barwy.wojenne pisze...

Katalino, Greatdee, Hexxano - ja zupełnie nie rozumiem, dlaczego u nas to święto jest takie smutne i pełne powagi. Przecież ludzie wierzący powinni się radować, bo wg ich wiary zmarli trafiają do lepszego, szczęśliwszego miejsca. Czy to nie jest powód do szczęścia?
Kasiaj - wszystkie trzy są warte grzechu ;)
Vexgirl - Calacas, tak jak wszystkie galaretki Lusha jest bardzo wydajna. Wystarczy naprawdę znikoma ilość, żeby zrobić wspaniałą pianę!

swirrruska pisze...

galaretka wyglada rewelacyjnie !! ja bardzo choruje na kule lusha, w koncu musze zrobic jakies zamowienie :) ogolnie maja bardzo fajny zwyczaj obchodzenia tego swieta w halloween, a firmy kosmetyczne wydaja obledne kolekcje :)

barwy.wojenne pisze...

Swirrruska - polecam bubble bary, są jak dla mnie jeszcze jeszcze niż balisticki. A ta galaretka oprócz wyglądu jeszcze super pachnie i świetna jest do kąpieli;)

Magrat pisze...

o rany, narobiłaś mi smaku. Mydełko miałam już w koszyku, ale galaretki i kuli jeszcze nie. Od czasu używania lusha do kąpieli mam bardziej nawilżoną skórę i to bez balsamu!

Sabbath pisze...

Ej, denerwujecie mnie z tymi produktami Lush! Gdzie nie wlezę, tam pułapka. ;)))

barwy.wojenne pisze...

Sabbath - trzeba odłączyć się od Internetu ;)

Sabbath pisze...

Eeeee... No nie. To już wolę być poddawana pokusom, niż... Niż nie być poddawana pokusom. ;)

Shpilka pisze...

Pokuszona ;) lady cathrina i galaretka będą moje ;D

barwy.wojenne pisze...

Shpilko - cieszę się, że pomogłam dokonać wyboru ;)

Hexxana pisze...

Dostalam juz moje Lushowe zamowienie i akurat Lady Catrine mam w innych kawalkach to zapach jest oblednyyyyy.
Czuje sie skuszona na galaretke ale to juz nastepnym razem:)

Wracajac do tematu Swieta Zmarlych to mysle,ze wiekszosc spoleczenstwa lubi niestety kultywowac smutek i zadume...

Back to Top Najlepsze Blogi