9

MAC - In Extra Dimension - zapowiedzi

W marcu i kwietniu MAC zasypuje nas wieloma nowościami edycjami limitowanymi, ale i następne miesiące to wysyp wartych uwagi produktów. Ja czekam niecierpliwie na cienie z kolekcji In Extra Dimension, które mają posiadać zupełnie nową formułę, a patrząc na zdjęcia z jesiennych pokazów, w których były one używane do tworzenia makijaży, charakteryzuje się ona metalicznym wykończeniem (sic!). 
Początkowo niepewna byłam wyboru palety kolorystycznej, która moim zdaniem jest mało wiosenna, ale w końcu nie tyle o kolor, co o efekt chodzi, a złoto, brązy i fiolety to kolory ponadczasowe, więc coraz bardziej jestem na tak;)
Jedyny zarzut względem MACa, który wysunę po raz kolejny, dotyczy wielkości cieni - z jednej strony fajnie dostać produkt ponad 3 gramowy (jak w przypadku cieni Pro Longwear), ale nie można już ich zdepotować i schować do kasetki... Może jednak MAC planuje nowe kasetki na cienie, bo nie uśmiecha mi się niszczenie kasetek za ponad 50 złotych, by włożyć do nich cienie! Bo znając moje lenistwo, wolę od razu "zabezpieczyć" się wkładami lub cieniami depotowanymi niż potem nie używać nawet najpiękniejszego odcienia, który leży poza zasięgiem moich palców:)
A oto i Extra Dimension Shadows, czyli "sprawcy" dzisiejszego zamieszania:












W kolekcji In Extra Dimension znaleźć się też mają nowe, limitowane Skin Finish, czyli pudry do wykończeń! Czekam na nie z niecierpliwością:)
A czy Wam coś z tej kolekcji wpadło w oko? Co myślicie o nowych, dużych cieniach od MAC?
Podzielcie się!
15

Rimmel - Match Perfection, Cream Gel Foundation

Jak tylko zobaczyłam gdzieś zdjęcie tego podkładu, od razu wiedziałam, że muszę go mieć. Głównie dlatego, że jeszcze nie spotkałam się z żelowo-kremową konsystencją, w ogóle podkład w żelu to był dla mnie jakiś rodzaj abstrakcji. A jako absolutny kosmetyczny świr, nie mogę przepuścić żadnej okazji, żeby zapoznać się z nowymi formułami kosmetyków.
Match Perfection, Cream Gel Foundation (około 25 złotych za 18 mililitrów) to właśnie kremowo żelowy podkład, który od razu zapewnić ma nam efekt pięknej, nieskazitelnej cery, przy tym dopasować się do naszego naturalnego odcienia i faktury naszej skóry.
Opakowany został w szklany, odkręcany słoiczek. Słoik jest płaski, o relatywnie dużym gwincie, do którego z łatwością mieści się pędzel, ale mój ulubiony ostatnio beauty blender już niestety nie. Generalnie nie uważam opakowania za zbyt udane, z tego względu, że po prostu jest niehigieniczne, żeby takie było za każdym razem musiałybyśmy maczać w nim czysty pędzel, albo wyciągać porcje podkładu na coś, z czego będziemy ją nakładać. W innym przypadku po prostu maczając pędzel w podkładzie, na twarzy i znowu w podkładzie, przenosimy sobie bakterie do słoiczka, gdzie w mokrym środowisku one zaczynają ochoczo się rozmnażać. Ja tak właśnie robię. Dlaczego? Bo jestem leniwa.
Jeśli chodzi o konsystencję, to jest ona bardzo lekka, określiłabym to jako rzadki krem, z minimalną domieszką żelu, na buzi rozprowadza się gładko i bezproblemowo, nie tworzy zacieków, smug ani plam barwnych. Wielką zaletą tej formuły jest to, że jest ona praktycznie zawsze chłodna i naprawdę przyjemnie nakłada się ją na twarz.
Krycie określiłabym jako niskie do średniego, w zależności od tego, ile produktu nałożymy na buzię. Na pewno nie będzie on w stanie pokryć większych przebarwień czy bardzo wyraźnych naczynek, u mnie ledwo maskuje rumieniec, który ni stąd ni zowąd wyskakuje mi na policzkach w w ciągu dnia. Uważam jednak, że podkład ten naprawdę ładnie ujednolica i odświeża kolor skóry, która faktycznie wygląda na zdrowszą i gładszą. Tutaj też potwierdzam, że kolor dopasowuje się do w pewnym stopniu do odcienia naszej skóry i ładnie go imituje. Pięknie też odbija światło, powiedziałabym, że ma satynowe wykończenie.
Z lewej bez podkładu, z prawej Rimmel Match Perfection, Cream Gel Foundation (cień)
Z lewej bez podkładu, z prawej Rimmel Match Perfection, Cream Gel Foundation (słońce)
Produkt dosyć szybko zastyga na skórze, więc pracować z nim trzeba raczej szybko. Nie zauważyłam, żeby wysuszał, czy podkreślał moje przesuszenia, albo wydobywał sterczące tu i ówdzie skórki. Uwidacznia jednak moje gigantyczne pory, szczególnie jeśli nałożę zbyt cienką warstwę, im warstwa jest grubsza, tym pory stają się mniej widoczne i mniejsze ryzyko, że będę pod koniec dnia wyglądać jak truskawka.
Podkład ściera się z buzi mniej więcej po 5-6 godzinach, nie jest to bardzo widoczne, ale jednak. Po 8-9 godzinach moim zdaniem niemal znika zupełnie i konieczne są już poprawki, które ja osobiście wykonuję pudrem sypkim.
Podkład moim zdaniem sprawdzi się świetnie w lecie, jako lekki produkt, dodający blasku i wyrównujący koloryt skóry. Albo dla osób, które chcą naprawdę naturalnego efektu, niewidocznego podkładu, a tylko drobnego retuszu.
Próbowałyście go już? A może znacie jeszcze inne podkłady o żelowej konsystencji?
Podzielcie się!
11

Under 20 -Anti! Acne - kremowy żel do mycia twarzy, cera wrażliwa

Niestety już od dawna nie mogę mówić, żebym była docelowym klientem marki Under 20, mimo tego jednak nadal okresowo mam problemy skórne typowe dla skóry młodzieńczej. I okresowo też staram się je leczyć, lub zwyczajnie im zapobiegać. Kremowy żel do mycia twarzy (około 15 złotych za 150 mililitrów) ma mi to ułatwić, powodując, że skóra będzie czysta, matowa i bez zaskórników.
Żel opakowany został w tubę, z której kosmetyk łatwo jest wydobyć w takiej ilości, jaka jest nam potrzebna. Ma konsystencję właśnie kremowego, gęstszego żelu, który łatwo pieni się w połączeniu z wodą i rozprowadza na skórze. Bogata konsystencja sprawia też, że produkt jest wydajny, i naprawdę tylko odrobina wystarczy do dokładnego umycia całej buzi. Pachnie po prostu czystością i świeżością.
Żel dobrze oczyszcza, spokojnie można zmywać nim też makijaż (jestem leniem, i nie chce mi się najpierw używać mleczka, później dopiero żelu - wychodzę z założenia, że albo to, albo tamto). Oczywiście mówimy o makijażu twarzy, a nie oczu, produkt nie jest aż tak delikatny. Dokładnie zmył, nawet ciężki i gęsty kamuflaż. Przy tym jest bardzo delikatny, nie podrażnia i nie wysusza skóry. Twarz nie była napięta, nie miała też zaczerwienień. Wręcz przeciwnie, jest miękka, delikatna i sprężysta.
Zauważyłam zmniejszenie się liczby zaskórników, szczególnie na nosie, nie zniknęły one jednak tak całkowicie do końca, ale stały się mniej zauważalne
Czy skóra byłą zmatowiona? Przez pierwsze godziny, jednak później znów zaczynała się delikatnie błyszczeć.
Bardzo zauważalnym efektem jest autentyczne zapobieganie powstawaniu wyprysków, podczas używania tego żelu plus toniku z tej samej linii, nie obudziłam się z ani jedną przykrą niespodzianką na twarzy, co jest dla mnie przeogromną zaletą tych produktów.
Czy też okresowo macie takie załamania na buzi? Próbowałyście linii Anti Acne marki Under 20? A która z Was chciałaby znów być Under 20?
Podzielcie się!
22

Makijaż na dziś

Do wykonania dzisiejszego makijażu użyłam następujących kosmetyków:
- Catrice Made to Stay Longlasting Eyeshadow w odcieniu 060 Jennifer's Goldrush jako bazę
- Catrice Intensif'eye Wet & Dry Shadow w odcieniu 010 Black or White Swan?
- MAC MIneralize Eyeshadow w odcieniu Gilt by Association na ruchomą powiekę
- Inglot AMC eyeliner w żelu w odcieniu 77 do zrobienia kreski
produkty użyte do wykonania makijażu
produkty użyte do wykonania makijażu
19

MAC - Shop MAC, Cook MAC - pomadki - Innocence Bewere!, Watch Me Simmer, Runaway Red

Shop MAC, Cook MAC to edycja limitowana marki MAC (jakby ktoś nie domyślił się z jej nazwy :)), na marzec/kwiecień.
pomadki MAC, od lewej: Innocence Bewere!, Watch Me Simmer, Runaway Red
W skład kolekcji wchodzi sześć pomadek (każda 79 złotych), z których ja mam i przedstawię Wam trzy. Wszystkie z przedstawionych kolorów są limitowane, co oznacza, że będą dostępne w sprzedaży tylko przez okres promowania kolekcji, po czym znikną ze sklepowych półek.
Opakowanie jest typowe dla pomadek MACa, czyli czarne i matowe. Wyglądają na solidne, i takie właśnie są.  
Innocence Bewere! (creamsheen) - pudrowy beż o różowej bazie, kremowe wykończenie, bardzo dobra pigmentacja, równo i niemal od razu pokrywa wargi kolorem, gładko sunie po skórze:
MAC, Innocence Bewere!
MAC, Innocence Bewere!
MAC, Innocence Bewere!
MAC, Innocence Bewere!
Watch Me Simmer (amplified) - różowy, bardzo intensywny koral, kremowe wykończenie, rewelacyjna pigmentacja, pełne krycie przy pierwszej warstwie, gładko i równo nakłada kolor na usta:
MAC, Watch Me Simmer
MAC, Watch Me Simmer
MAC, Watch Me Simmer
MAC, Watch Me Simmer
Runaway Red (satin) - ciemna, winna czerwień na granatowej bazie, satynowe wykończenie, bardzo dobra pigmentacja, kolor nakłada się równo, nie jest jednak typowo kryjący, można go stopniować w zależności od potrzeby (bardzo ładnie uzyskuje się nim gradient), dwie warstwy jednak dają już całkowicie pełne krycie, gładko sunie po ustach:
MAC, Runaway Red
MAC, Runaway Red
MAC, Runaway Red
MAC, Runaway Red
Oceniam trwałość wszystkich trzech na mniej więcej 4 godziny (włączając w to jedzenie i picie). Oczywiście, trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że kolor nie wygląda tak samo zaraz po nałożeniu oraz po tych 4 godzinach, traci swój połysk i nieco się wyciera, ale poza tym trzyma się dzielnie. Wszystkie mają oryginalny waniliowy zapach macowych pomadek. 
pomadki MAC, od lewej: Innocence Bewere!, Watch Me Simmer, Runaway Red
pomadki MAC, od lewej: Innocence Bewere!, Watch Me Simmer, Runaway Red
Czy któraś z nowych, limitowanych propozycji MAC na wiosnę 2012 wpadła Wam w oko? A może bardziej podobają się Wam te 3 odcienie, których nie mam?
Podzielcie się!
26

Inglot - pomadki do ust 278 - 282 (swatche)

Wczoraj pokazywałam Wam pomadki Inglota z nowej serii "intensywnej" (czyli od numeru 278 do 282). Wcześniej posiadałam tylko gumijagodową 281, którą zresztą też miałyście okazję zobaczyć. Dzisiaj zaś pokażę całą kolekcję (niestety bez zdjęć na ustach - na to przyjdzie pora).
Inglot - pomadki (od lewej): 278, 279, 280, 281, 282
Wiosenno-letnia kolekcja utrzymana jest w żywych kolorach, najmodniejszych w tym sezonie! 
278 - soczysta pomarańcza (naprawdę pomarańczowa!):
279 - czysty koral:
280 - malinowy pomidor:
281 - gumijagody, czyli mieszanka lila i wrzosu:
282 - fiolet:
A tak pomadki prezentują się na skórze (wybaczcie brak zdjęcia w świetle dziennym, nadrobię to):
Inglot - pomadki (od lewej): 278, 279, 280, 281, 282
I co myślicie teraz, widząc prawdziwe kolory pomadek, a nie tylko zdjęcia promocyjne? Czy teraz któraś bardziej lub mniej się Wam podoba?
Podzielcie się!
Back to Top Najlepsze Blogi