9

MAC - Reel Sexy - zapowiedzi

Zdjęcie promocyjne od razu zwróciło moja uwagę, a to z dwóch powodów - pierwszym jest oryginalny styl fotografii Milesa Aldridge'a, którego nie da się pomylić z wytworami innych fotografików. Drugim powodem była hipnotyzująca twarz Kristen McMenamy (Uwierzycie, że ma 48 lat? Nawet biorąc poprawkę na ingerencję grafików i programów do obróbki zdjęć, wygląda fenomenalnie). Ale nie o tym ma być notka, tylko o kosmetykach, które do sprzedaży trafią na początku maja i będą w niej dostępne do końca czerwca (lub, jak to bywa w przypadku kolekcji limitowanych, wyczerpania zapasów sklepowych).
Oto i sprawcy całego zamieszania:
Zoom Lash Mascara  w odcieniu Zoomblack - cena 70 złotych:
Kredki Eye Kohl - cena 66 złotych - w odcieniach:
Heirloom - metaliczna szarość z lawendą
Hyacinth - brudny stonowany niebieski
Resort - głęboki ametystowy śliwkowy
Smolder - intensywna czerń
Lakiery do paznokci w intensywnych odcieniach - 65 złotych:
In the Dark…Purple - ostry fiolet (creme)
Screening Room - jaskrawy stonowany turkus (creme)
Vivid Effect - ostry pomarańczowy koral (creme)
Szminki - 79 złotych:
Heroine - jaskrawy fiolet/purpura (matte)
Pink Popcorn - lawendowy (lustre)
Reel Sexy - jasny jaskrawy koral (amplified)
Watch Me Simmer - jaskrawy róż-pomarańcz (amplified)
Cremesheen Glass - to, co lubię bardzo;) - 85 złotych:
Cinestyle - stonowany niebieski z szarością i fioletem
Colour Saturation - ciemne zimne wino
Private Screening - stonowana brzoskwinia
Star Quality - jaskrawy pomarańczowy koral
Podwójne cienie do powiek - 119 złotych:
Dynamic Duo 1 - koral z żółtą perłą (veluxe pearl) i czysta purpura (matte)
Dynamic Duo 2 - chromowy fiolet z perłą (frost) i czysty fiolet (matte)
Dynamic Duo 3 - brudna stonowana purpura (veluxe pearl) i turkus (matte)
Dynamic Duo 4 - stonowany róż (satin) i ciemny fiolet (matte)
Róż - 90 złotych:
Magenta - jaskrawy karmazynowy (matte)
Pink Cult - stonowany brudny neutralny róż (matte)
Mineralize Skinfinish - 115 złotych:
Lightscapade - miękki, świetlisty beż z diamentowymi drobinkami
Co myślicie o promocyjnych zdjęciach, jak i całej kolekcji? Czy czekacie na jakiś z produktów ze szczególnym podnieceniem?
Podzielcie się!
46

LUSH w Polsce - nie od razu, ale... na 100%

Podobno trzeba wierzyć, a marzenia się spełniają...
I oto jedno z nich niedługo stanie się faktem. A raczej fakt obecności LUSHa w Polsce jest bezsprzeczny, choc samo otwarcie pierwszego salonu nastąpi za kilka miesięcy.
Już w październiku roku obecnego (tak, tak, jeszcze w 2012) w Warszawie swoje podwoje otworzy pierwszy polski salon tej angielskiej marki! A potem już tylko czekać, aż zawita do Krakowa, Gdańska i Poznania (o Wrocławiu, niestety, na razie nic nie wiadomo).
Podobno od razu tez zacząć też ma działanie sklep internetowy z kosmetykami LUSH, co sprawia, że nawet brak stacjonarnego salonu we Wrocławiu nie jest tak niemiły dla mojej duszy....
Dość się rozmarzyłam - ale chyba takie informacje nie trafiają się co dzień, prawda?
A Wy co myślicie o produktach LUSHa? Czy cieszy Was perspektywa kupna ich kosmetyków w Polsce?
Podzielcie się!
18

Benefit - róż do policzków Hervana

Hervana (139 złotych za 8 gramów) marki Benefit to róż niemal idealny! Delikatne odcienie różu, brzoskwini i jagody łączy się ze sobą bez problemu, tworząc anielski rumieniec na twarzy. Ale od początku...
Produkt zamknięty jest w klasycznym, benefitowym pudełeczku z lusterkiem i dołączonym skośnie ściętym pędzlem. Dzięki tym dodatkowym akcesoriom różu możemy używać w każdej sytuacji, zabierając go do torebki i nie martwiąc się o miejsce na pędzle czy lusterka.
Samo kartonowe pudełeczko jest urocze - w odcieniach rozmytych fioletów, różu i brzoskwini, czyli tych samych, które znajdziemy w środku. Co ważne, przynajmniej dla maniaczki opakowań, jego dodatkowym plusem jest codzienny "rozweselacz" w postaci napisu good karma! Z takim mottem można śmiało poddawać róż i samą siebie najcięższym próbom, nie bojąc się o pozytywny rezultat;)
W środku znajdziemy "wirującą" Hervanę! Poszczególne odcienie są pocięte na trójkąty koloru i umieszczone w pudełeczku podwójnie (naprzemiennie), dzięki czemu mieszając je razem uzyskujemy równy odcień końcowy.
Każdy z odcieni możemy stosować osobno, ale wiąże się to z iście cyrkowymi ewolucjami, bowiem trójkątne mini róże łatwo "przemieszczają" się w obrębie pudełka. Tym samym ciężko wydobyć z opakowania zwykłym pędzlem do różu pożądany odcień. Ale jeśli bardzo nam zależy, nie ma rzeczy niemożliwych!
Kolory mają delikatne drobinki, które jednak nie mogą być porównywane do cząsteczek brokatu - to bardziej rozświetlacze, powodujące lepsze odbijanie światła w gotowym makijażu.
Na Hervanę, jak już wspominałam, składają się 4 odcienie:
Lucky Shell - jasny beż o satynowym wykończeniu z lekkim połyskiem;
Divine Peach - ciepła brzoskwinia ze złotym połyskiem;
Heavenly Rose - brzoskwiniowy róż;
Berry Delight - niebieskawy róż o lekko jagodowym podbiciu.
część górna - od lewej: Lucky Shell, Divine Peach, Heavenly Rose, Berry Delight (na dole kolory powtórzone patrząc od prawej)
Tak róż Hervana i jego poszczególne części prezentuje się na swatchach:
od lewej: Lucky Shell, Divine Peach, Heavenly Rose, Berry Delight oraz połączone 4 odcienie (w cieniu)
od lewej: Lucky Shell, Divine Peach, Heavenly Rose, Berry Delight oraz połączone 4 odcienie (w słońcu)
Jak widać na zdjęciu, Hervana po połączeniu kolorów staje się uroczym, niezwykle dziewczęcym różem, który idealnie pasuje do jaśniejszych karnacji. Myślę jednak, że i te z Was, które maja ciemniejszy odcień skóry niż ja, pokochacie ten róż.
Na koniec, dla osób lubiących czytać i analizować składy kosmetyków - Hervana bez tajemnic:
A Wam jak podoba się pomysł na codzienna dobrą karmę od Benefita? Czy Hervana podbiła Wasze serce, czy może macie innych faworytów w kategorii róży do policzków?
Podzielcie się!
8

Benefit - promocja w BROWbarach

Brwi to chyba najbardziej niesforna część mojej twarzy - gdy tylko mam chwilę czasu, korzystam z pomocy kosmetyczki w ich ujarzmianiu. Jednak częściej sama decyduję się na ingerencję, co prowadzi do frustracji, płaczu i bólu.
Naprzeciw moim (i pewnie wielu z Was) wyszedł Benefit i jego BROWbary -  w dniach od 17 kwietnia do 26 maja cena za zabieg (tylko 15 minut!) to nie 65 złotych, a 49.
Gdyby nie to, że Wrocław nie oferuje tej usługi w żadnej Sephorze, nie siedziałabym przed ekranem, tylko biegła do najbliższego salonu, a tak podaję Wam adresy:
(klikajcie w obrazek, to pokaże się w lepszej jakości)
Czy Wy też macie takie problemy z ujarzmieniem brwi? A może macie inne sposoby niż profesjonalna usługa?
Podzielcie się!
22

My Secret - Paradise Lagoon - kolekcja wiosna/lato 2012 - zapowiedzi

My Secret atakuje z siłą huraganu! Ich najnowsza kolekcja Paradise Lagoon to idealna propozycja na ciepłe, słoneczne wiosenne i letnie dni! Bardzo podoba mi się zdjęcie promocyjne kolekcji, które mocno przykuwa uwagę ciekawym makijażem oczu oraz bardzo odpowiadająca mi kolorystyką.
Co do samej kolekcji - jest moim zdaniem idealna! Turkus, pomarańcz, lazur, cytryna i róż - egzotyka zagości na jakiś czas w Drogeriach Natura.
A wszystkie kosmetyki dostępne będą już od czwartku, 19 kwietnia!
Oto i sprawcy zamieszania:
- paletki cieni - 15,99 złotego:
Flower Fantasy
Blue Ocean
- lakiery do paznokci - 6,99 złotego:

154 - Lemon Juice
155 - Pale Orange
 
156 - Exotic Cocktail
157 - Dragon Fruit
158 - Sky Blue

159 - Turquoise Wave
160 - Green Parrot
161 - Underwater Green

 - kredki do oczu - 7,49 złotego:
Sunshine
Turquoise
I jak oceniacie wiosenno-letnia propozycję My Secret? Czy jesteście równie podekscytowane?
Podzielcie się!
15

Make Up Factory - Golden Top Coat

Golden Top Coat (około 35 złotych za 9 mililitrów) marki Make Up Factory to produkt będący częścią świątecznej/zimowej kolekcji marki Glam Appeal na rok 2011. Dostałam go do przetestowania od portalu Uroda i Zdrowie, za co dziękuję. A teraz do rzeczy - co top robi i jak to wygląda;)
Lakier nawierzchniowy zamknięty jest w typowej dla Make Up Factory buteleczce ze srebrnym zamknięciem. Pędzelek jest średnio szeroki, dość miękki, ale niestety rozmazujący lakier. Ciężko czasami nałożyć równą warstwę, bo powoduje smugi złota na paznokciu (jednak uznać to też można za plus - w końcu wtedy manicure będzie niepowtarzalny;))
Na paznokciach top wytrzymuje do 3-4 dni, przy czym na końcówkach ściera się szybciej.
Z tym, czy go lubię, mam pewien problem - bo raz efekt bardzo mi się podoba (w końcu jak każda sroka kocham to, co się świeci), innym razem mam wrażenie mocnej tandety na paznokciach. Na pewno jednak jest to produkt typowo świąteczny lub imprezowy, bo na co dzień stawiałabym na inne brokaty/złota/świecidełka.
A Wy co myślicie o tej propozycji Make Up Store? Czy efekt złotych drobin na paznokciach jest Hot or Not?
Podzielcie się!
17

Adidas - żel pod prysznic Vitality

Na wstępie chciałam przeprosić za ponad miesięczne milczenie - zarówno na blogu, jak i w odpowiadaniu na maile. Obiecuję, że teraz znów Barwy Wojenne będą tym blogiem, co jeszcze niedawno, no może z wyjątkiem mniejszej częstotliwości zamieszczania postów. Ale nie opuszczę Was bez wyraźnego ostrzeżenia. Myślę, że w maju sytuacja powinna się całkiem unormować i powróci "stary" program:)
Przyznam bez bicia, że strasznie się stęskniłam za Wami oraz samym pisaniem. Teraz, po tym miesiącu bez bloga, wiem, że stał się on integralną częścią mojego życia i traktuję go po matczynemu.
Ale dość o moich uczuciach - czas na recenzję;)
Żel pod prysznic Adidas Vitality (około 10 złotych za 250 mililitrów) przeznaczony jest typowo dla kobiet. Już sama nazwa na opakowaniu wskazuje nam adresata (a raczej adresatkę) kosmetyku. 
Produkt zamknięty jest w ergonomicznej, przezroczystej butelce, która gwarantuje nam wygodę pod prysznicem (na pewno nie ma powodu bać się jej wyślizgnięcia, bo idealnie dopasowuje się do kształtu dłoni). Dzięki braku naklejek zaś i nieprzezroczystego plastiku nie ma obawy, ze nagle zostaniemy bez żelu, bo każdy ubytek jest łatwo zauważalny! Niby to wydaje się być nic wielkiego, ale czasem dobrze, ze firmy myślą o naszej wygodzie nawet w tak banalnej kwestii jak kształt opakowania czy jego przezroczystość.
Co do samego żelu, to przypomina mi on... chlorofil, znany wszystkim z lekcji biologii zielony barwnik!
Skojarzenie może mało smakowite, ale bardzo współgrające z produktem i jego zapachem. Żel Vitality pachnie bowiem niezwykle świeżo, trochę trawa, a trochę kwiatami. Kojarzy mis ie ten zapach z wiosenną łąką po deszczu. A że wiosnę, łąki i deszcz lubię, to i Vitality polubić musiałam (i to bez przymusu). 
Żel od Adidasa pieni się całkiem przyzwoicie, może nie rewelacyjnie, ale na pewno po roztarciu go na gąbce typu lufa sprawi, że poczujemy się dopieszczone ilością piany. Mimo masujących perełek jest niezwykle delikatny i nie ściera jak peeling (choć początkowo myślałam, że tak właśnie będzie). Skóra po jego użyciu jest jest nawilżona, ale i nie wysuszona. Tak więc jako środek myjący sprawdza się świetnie.
Polecałabym go fankom świeżych, rześkich zapachów, rozmiłowanych w kolorze zielonym i wiośnie. Na pewno jako poranny rozbudacz, żel Adidas Vitality sprawdzi się znakomicie! Nawet te z Was, które nie przepadają za aromatami świeżych owoców i trawy, nie powinny czuć się zawiedzione. Ale o tym trzeba przekonać się samemu, najlepiej pod prysznicem:)
Znacie żel Adidas Vitality? A może polecicie jakiś inny o podobnym zapachu i wyglądzie?
Podzielcie się!
Back to Top Najlepsze Blogi