18

INGLOT - eyeliner z żelu

Ten eyeliner z INGLOTA, zwany też przez samego producenta Konturówką do powiek w żelu (Matte), to istne kosmetyczne objawienie! I nie przesadzam tu, bo moim zdaniem jakość produktu jest bardzo wysoka, a cena w porównaniu do jakości  i pojemności śmiesznie niska. Poza tym, płacąc około 30 złotych, otrzymujemy aż 5,5 grama produktu. Powinno to starczyć na wieki, nawet w przypadku, gdy liner ten stosujemy jako bazę podbijającą kolor cieni.
Ja sama produktu tego używam w różnych sytuacjach - oczywiście podstawową funkcja jest zrobienie kreski. Poza tym stosuję go jako bazę pod cienie, a kilka razy nawet malowałam nimi twarz (dość to kłopotliwe i szybko pęka,a le dla efektu na zdjęcia można się poświęcić), zdarzyło mis ie też użyć go jako kolorowej kredki do brwi (kłopotu ze zmyciem dużego nei było, wystarczyło zwykle mleczko kosmetyczne z Ziaji).
Sam wybór kolorów może przyprawić o zawrót głowy - ja mam oczywiście czerń (77), ale i poszalałam z kolorami - stąd pomarańcz (81), biel (76), kobalt (82), morska zieleń (87) i jasna zieleń (od kupna nie miałam oznaczenia numerycznego, więc nie podam).
Matowa, klasyczna czerń (nr 77), idealna do makijażu na co dzień. Na oku trzyma się cały dzień.
Biel - w opakowaniu opalizuje na lekką perłę, choć to mat, na oku jednak zachowuje się tak, jak pisze producent - tworzy matową kreskę. Moim zdaniem doskonały produkt do zabawy makijażem w stylu lat 60.
Kobalt - kolor typowo letni, pasujący do makijaży "egzotycznych". Jeden z moich ulubieńców (nr 82).
Pomarańcz - istne szaleństwo koloru. Kolor bardzo nasycony, do odważnych makijaży. Ale z pewnością nie trudny - nie można się tylko bać lekkiego szaleństwa. Łączę z Bright Future MAC albo noszę samą kreskę. Numer 81.
Morska zieleń - przepiękny, pasujący chyba każdemu kolor. Podbija kolor brązowej i zielonej tęczówki.
Jaskrawa zieleń - kupiona razem z pomarańczem zeszłej jesieni, kiedy to chciałam poszaleć ze swoim makijażem. Udało się, kolor ten wprowadza do makijażu powiew lata. Trochę kojarzy mi się z  zielonym jabłuszkiem. Niestety nie znam numeru.



Trwałość produktu jest niezwykła. Trzyma się około 14-18 godzin! To jego niezaprzeczalny plus, ale i przekleństwo. Ciężko go zmyć, szczególnie bez użycia mleczka czy też czasami mocniejszych środków w przypadku ciemnych kolorów.
Na początku ciężko opakować ten liner, bo szybko zasycha na powiece. Trzeba mieć wprawę w robieniu kreski, pewną rękę lub po prostu nie przejmować się poprawkami;) Ale jak już się nauczy szybko go nakładać i poprawiać tylko to, co konieczne (a z czasem poprawek jest coraz mniej), to nie chce się z nim rozstać. 
Według producenta liner ma trwałość 9 miesięcy - to dla mnie nieporozumienie. Po pierwsze, nie będąc profesjonalistą, nie sposób zużyć całe opakowanie, po drugie zaś -  ja mam swoje już około półtora roku i WSZYSTKO z nimi ok. Jedynie należy pamiętać o tym, że do środka nie może dostać się powietrze, bo wtedy produkt zasycha i trzeba go wtedy reanimować używając wody na końcówkę pędzla. Ja tez, używając tych linerów, zawsze odstawiam je do góry denkiem, by nawet w trakcie malowania ograniczyć dostęp powietrza. I to działa;) I nawet jeśli Wasz produkt pęka, to nic złego! Moje pękały od nowości, a są cały czas w dobrej kondycji.
Opakowanie jest typowe dla Inglota - plastikowe, przezroczyste pudełeczko z czarnym wieczkiem. Jest ono bardzo poręczne i wygodne w użyciu. zakręcanie nie sprawia żadnej trudności, tak samo jak wydobycie produktu, gdyż przestrzeń z której można korzystać jest takiej wielkości jak powierzchnia wieczka.
Generalnie nie mogę więc nic złego powiedzieć o tym produkcie, no może oprócz wielkości, ale i to da się przeboleć.

Z użyciem flesza
Bez użycia lampy błyskowej

Ocena:

Pierwsze wrażenie 5/5
Jakość  17/20
Opakowanie 8/10
Cena 8/10
Średnia 5/6

18 komentarze:

cammie pisze...

Barwy, ja nie podzielam twojego zachwytu. To znaczy prawdą jest wszystko, co napisałaś i przez pierwsze tygodnie byłam równie zachwycona (miałam grafit), ale tempo, w jakim liner wysechł, po prostu dyskwalifikuje ten produkt jak dla mnie :( Po trzech miesiącach liner nie nadawał się do niczego, stracił swoje kremowe właściwości, stwardniał, popękał ... Także ja już dziękuję, nie chcę więcej :)))

aberracja pisze...

tyle się już naczytałam o tych linerach w żelu.. muszę mieć i swój! kupię przy najbliższej okazji ;)

kosodrzewina pisze...

Super wygląda morska zieleń :) W ogóle to ciekawa sprawa, że produktu jest za dużo, bo zawsze się mówi, że chciałoby się więcej i więcej :P

anonyme pisze...

Kobalt boski!

Zostałaś wyróżniona http://sparemeyourjudgements.blogspot.com/2011/03/sunshine-award.html
:)

sabbatha pisze...

tylko nie wpadnij na nakladanie eyelinera z duraline jak nie masz plynu do demakijazu :D

(taa ja tak zrobilam z coastalowym, to bylo traumatyczne przezycie :P)

musze w koncu kupic jakis z inglota bo kolory sa obledne :>

barwy.wojenne pisze...

@Cammie - Duraline jako akcja-reanimacja jest pomocny... no i mi tak bardzo nie wysychają. Moze to tez wina przechowywania w sklepie pod tym jarzeniowym światłem, które "niby" nie nagrzewa niczego...
@aberracja - polecam, tylko musisz uważać, jak już Cammie zauważyła na zasychanie
@kosodrzewino - też zawsze narzekam na wielkość, że za mała, że za drogo,a le tu byłabym bardzo Inglotowi wdzięczna za pół opakowania lub nawet 1/4 (za pół ceny na przykład). Wolę zapłacić więcej niż za kilak lat wyrzucić połowę.
@anonyme - :* dziękuję... jest boski, jak będziesz w Inglocie są inne must-have (tylko dlatego, ze ładne)
@Sabbatha - racja, racja... schodzi okropnie po Duraline,a le bez niego juz jest raczej ok z tymi jaśniejszymi przynajmniej. Obłędne to są tam róże i czerwienie,a le na razie jeszcze się nie skusiłam na taki liner;) Mam jeden różowy i leży, czkając na lepsze czasy

pannajoanna pisze...

ten kobaltowy jest świetny, musze mu się przyjrzeć bliżej następnym razem jak będę gdzieś w pobliżu stoiska Inglota :)
co do ratowania zaschniętych linerów-robię podobnie jak Ty, tyle, że zamiast Duraline używam płynu KOBO :)

amber pisze...

od jakiegoś czasu przymierzam się do zakupu eyelinera, inglot ma skrajnie różne opinie,więc zdecydowałam się na kryolan w kamieniu...ale ta morska zieleń pięęękna:))

edtt pisze...

morska zieleń pasuje zielonym oczom? strasznie mi się ten kolor w makijażu podoba, ale zawsze wydawało mi się, że zielony - morski to jednak nie jest dobre połączenie.

lady_flower123 pisze...

Kobaltowy rzeczywiście ma piękną barwę :)

Poppy † pisze...

`nigdy nie miałam e. w zelu, musze koneicznie spróbować ;>
wpadnij do mnie ;>

Katalina pisze...

Tak jak juz tu pisano, jak dla mnie wystarczy zakroplić liner Duraline'em i problem wysychania mamy z głowy :) Generalnie uważam te linery za wspaniałe produkty!!! Sama mam 6 albo 7 kolorów i jestem nimi zachwycona :)

greatdee pisze...

Ja mam biały i z duralinem do rozrzedzenia daje radę :) Inne kolory też są super, zwłaszcza kobaltowy i pomarańczowy!! I zielony :D

FooU pisze...

Wow wprost idealne na wiosnę :)

Kaśkuu. pisze...

świetny blog!

yellow-glass.blogspot.com

diggerowa pisze...

ja jestem średnio zadowolona z tego produktu, ale czytałam, że wystarczy tylko dokupić Duraline & problem zasychania & pękania znika, na pewno tego spróbuję, bo szkoda mi tego linera, trwałość jest kosmiczna!

pierniczkowa pisze...

kobalt, morski i zielony sa CUDOWNE!! szkoda, ze nie sprzedaja tez w mniejszych opakowaniach - chetnie bym wyprobowala :)

calandara pisze...

ja mam czarny od półtora roku, parę miesięcy temu zaczął wysychać i zrobił się twardy i taki "glutowaty". kapnęłam do środka oliwki dla dzieci i jest jak nowy!!! ten eyeliner to magia. jak już opanuje się robienie odpowiedniej kreski, poprawki nie są konieczne. jedynym minusem jest za duże opakowanie. a do zmywania polecam dwufazowy płyn garniera. nasączam wacik, przykładam do oka i eyeliner schodzi praktycznie bez pocierania

Back to Top Najlepsze Blogi